Prace konkursowe

TYDZIEŃ Z ŻYCIA SPECYFICZNEJ STUDENTKI ZALKI PANDAWSKIEJ

 

Dzień pierwszy       א jom riszon, 16 nisan, 5775.

Wychodzę z jaskini. Ubiłam kilka, znacznie silniejszych ode mnie, trolli. Satysfakcjonujące przedsięwzięcie. Jeszcze tylko podciągnę crafting i będę mogła wymienić łuczek na lepszy. Przy okazji zaklnę kuszę i sztylecik jakimś czarem. Jak podniosę sobie damage to przydałyby się jakieś dodatkowe staty do armora. Potrzebuję większej ochrony przed ogniem. Jedyny resist jaki mam na wysokim poziomie to ten przed mrozem, ze względu na norską krew. Muszę to przemyśleć gdyż zdecydowanie częściej ścieram się z przeciwnikami zadającymi obrażenia od płomieni.

Kieruję się do najbliższego miasta, do kuźni. Loot z tych trolli imponujący. Ich skóry są drogie i przydadzą się w rozwijaniu kowalstwa… Czuję lekkie ssanie w żołądku… Już od dłuższego czasu mi przeszkadza… Ten dźwięk… Przeciągły, narastający… drażniący… Znowu ssanie… Oo, a teraz ten dźwięk… Patrzę na mój żołądek. Znów ośmiela się sygnalizować swój głód. Kurde. PRZECIEŻ JUŻ ŻARŁEŚ DZISIAJ!!! WYPCHAJ SIĘ! Save’uję. Patrzę za okno. Hmm… szarawo… Czyżbym skończyła grać przed wieczorem? Cud normalnie. Świecki, ale zawsze. Wyszczerzona, rzucam okiem na zegarek. CO?!? CZWARTA RANO?!? Czuję potrzebę pofukania sobie pod nosem. Na zły świat, na swoją głupotę. Takie tam, po prostu… No dobra, pierwszy szok i rozdrażnienie puściły. Obliczmy to sobie. Wsiadłam na kompa po Szabasie. Czyli w Sobotę, po zachodzie słońca oczywiście… No taaaak… wieczorne „szarawo” było jak zaczynałam grać… To znaczy, że jakimś cudem teraz jest niedziela. Hehe xD Niezłe przeniesienie. Każdy komputer powinien być reklamowany jako stacja teleportująca w przyszłość ^^ Hihihi… I z czego się cieszysz głupia komendo?!? O czwartej rano nie wypada jeść… Jakoś przesadnie chuda nie jestem… Dociągnę do dziewiątej. Wracam na kompa. Jeszcze tylko dobiję do następnego levela i będę mogła z czystym sumieniem coś chapnąć ^^ Później na pewno coś popiszę. Muszę wyrobić się do wieczornych lekcji biblijnych, więc i tak będę musiała zleźć z kompa 😉

 

Dzień drugi       ב jom szeni, 17 nisan, 5775.

Grrrrr. dzwonI. dzwoNI. dzwONI. dzWONI. dZWONI. DZWONI. DZWONI!!! Zamknij dziób siło nieczysta! Oto ja, mocarna Nordka, poziom 17, rzucam bestią o ścianę! Yuhuuuu Kolejne zwycięstwo i level up ^^ Stoję na łóżku i macham łapami… Ups… Walnęłam trochę za mocno. Muszę dopisać nowy budzik do listy zakupów… Ten nie wyraża chęci do dalszej współpracy… Dobrze, że nie korzystam z wybudzajki w mojej komórce. O nowy telefon byłoby trudniej. Chociaż… jakbym odpowiednio zakręciła się koło Papieńki… to może oddałby mi jedną ze swoich… Raz jak się totalnie roztyłam wydębiłam od niego portki i kurtkę xD Sępienie to jest jednak moc. Powinni to dodać do czarów w Skyrimie[1]. NIE. LEPIEJ. Powinni stworzyć tam całą, magiczną szkołę sępienia. Bezwzględnie ładowałabym w to punkty 😀 Opłacałoby się jak maxowanie kradzieży. Na wyższym levelu można okradać z wyposażonego sprzętu. Idzie sobie taki oddział niczego nie spodziewających się żołnierzy i… w mniej niż pięć sekund biedactwa zostają w samych gaciach i bez broni xD Nochwila nieuwagi iwhat you gonna do now, poor thing?

Dobra. To głupstwa. Ważne, że zwlekłam się z łóżka i jestem w stanie ruszać gębą żeby skonsumować swoją owsiankę z jagodami goi i orzechami. O której ja poszłam spać? Chciałam zejść z kompa o dwudziestej drugiej lub dwudziestej trzeciej, ale pomyślałam, że jeszcze jeden quest nie zaszkodzi. Jedna mała misja… i poszłam spać o drugiej. Trochę nieopłacalne bo w końcu zapomniałam wczoraj zjeść i teraz jestem półprzytomna… Nie mam siły poruszać gałkami ocznymi, a co dopiero przebierać szkitkami w kierunku uczelni. Trudno. Pojadę autobusem.

Na razie owsianka mi wystarczy, ale jak wrócę to muszę dojeść tę nieszczęsną surówkę, zanim sama wyjdzie z lodówki i sprzeda mi mega bitchslapa za marnowanie żywności. Jeszcze tylko oblookam plan zajęć i pędzę na przystanek… Poniedziałek… Mam wolne. NOŻ W MORDĘ NO!!! … Właściwie… Nie ma tego złego, które na dobre by nie wyszło. Już i tak umyłam się, ubrałam. Może skoczę do biblioteki po parę książek do pracy magisterskiej? Mitrężę drugi rozdział. Można rzec, że wręcz kończę… Mogłabym jakoś mądrze spożytkować ten czas… To byłoby wzorowe. Nawet bardzo. Za bardzo xD Ja tam wzorowa nie jestem, a biblioteka stoi tyle lat to do jutra chyba jeszcze wytrzyma. Wracam na kompa. Jak ubiję jakieś smoczysko to chandra przeminie i nabiorę sił do pisania pracy. Ta logika mi bardziej odpowiada. Poza tym Blondi i Cicha twierdzą, że na jutro nic nie pozadawali.

Wracam z Biedrony. Musiałam ruszyć tyłek. Wody mi zabrakło. To już przy okazji poszłam po te książki. Jak tylko dotoczę się do mieszkania, zacznę pisać. Mam taką nadzieję… Na wysokości kebaba zatrzymuje mnie jeden z kloszardów. Przyzwyczaili się, że jak mam kasę to stawiam obiadek xD Życie różnie się układa. Wiele zależy od nas, ale nie mamy wpływu na całokształt. Są jeszcze czynniki zewnętrzne. Kto może wiedzieć co się kiedyś ze mną stanie?

Dzień trzeci      ג jom szliszi, 18 nisan, 5775.

Klucze. Metalowe. Błyszczące. Złośliwe. Pokraki. GDZIE ONE SĄ?!?

     Rozglądam się po pokoju z lekkim rozgoryczeniem. Przesuwam wzrokiem po smętnym widoku wybebeszonych szaf i szuflad. Złote promienie słońca spływają po spiętrzonych na podłodze piramidach ubrań, książek, kserówek (dlaczego promienie słońca tak często są złote, a łzy perliste?). Pod wpływem światła mozolnie ułożone przedmioty nabierają kształtów. ROSNĄ. ROSNĄ. ROSNĄ. Powarkują na mnie. Powarkują i sapią. Charczą. Szczerzą kły na wielkiej głowie olbrzymki Gunnlod – zazdrośnie strzegącej wywaru z krwi Kvasira. Wyciągam ręce ku magicznej czarze pragnąc skosztować jej zawartości. Daj. Proszę. Potrzebuję. Kosiarka za oknem milknie. Wizja rozpływa się. Uświadamiam sobie, że magiczny napój nie istnieje, a ja jestem zdana jedynie na siebie…

Ponownie omiotę wzrokiem ten bajzel, który wygenerowałam podczas szukania kluczy. Spory jest. Można się pogapić. No cóż… BEZ NICH. RACZEJ. Z MIESZKANIA. NIE WYJDĘ. To może coś zjem. Pyszna myśl. Zmierzam w kierunku lodówki. Otwieram drzwiczki. Niewiele widzę. Jakiś czas temu przywiozłam wałówkę z domu i teraz nie mogę tam wsadzić nawet ręki. To, że nie mogę, nie oznacza, że nie spróbuję ^^ Delikatnie manewruję łapką między poszczególnymi produktami spożywczymi. Celuję w winogrona… Kurczę… Coś nie mogę ich wymacać. W zamian natrafiłam na jakiś drażniąco… inwazyjnie wręcz… zimny przedmiot. Metalowo zimny. Macu. Macu… Macu … KLUCZE!!! Yupiiiiii. Mogę iść na uczelnie!!! To dobrze bo opuszczać zajęć już absolutnie nie powinnam. Komplikacje dietetyczne i dosyć spodziewany przypływ córczynej miłości usadziły mnie w domu na trzy tygodnie… Papieńka postanowił sadzić. Teraz. Zaraz. Natychmiast. Nic tam, że za zimno. Przymrozek? Jaki przymrozek? Sadzimy i już. Pogoda musi się dostosować gdy szlachta uzna, że ma czas na prace rolne… Matuszka i ja w protest, ale jak Margrabia ma wolną chwilę to nie przetłumaczysz. Tak czy siak, nie mam już żadnego nb. Nawet uzbierałam kilka konsultacji. No, ale sprawiłam przyjemność Bogu i rodzicom. Przykazanie piąte odhaczone[2] 😉 Czyli jakieś sukcesy są. Wierzę w zbawienie z łaski przez wiarę[3], ale ponieważ Biblia naucza, że „po owocach poznacie ich”[4], a uczynki świadczą o prawdziwości naszego chrześcijaństwa, uznaję, iż bezpieczniej jest wydawać dobry owoc[5]. Poza tym liczą się efekty. Dobry owoc prezentuje się bardziej elegancko i zdecydowanie apetyczniej od tego złego… Taka prosta logika, a cieszy ^^

Dzień czwarty       ד jom rewii, 19 nisan, 5775.

Śniło mi się, że przygniotło mnie taaakie wieeeelkieee, puste pudełko po grze komputerowej. Żadnym sposobem nie mogłam wydostać się. Spod pudła wystawały mi jedynie witki i tak zabawnie majtałam nimi we wszystkich kierunkach xD Po obudzeniu brechtałam z tego jakieś piętnaście minut… Jak tylko dotarł do mnie realizm tej wizji, przestałam się śmiać.

Modlę się żeby ta faza już puściła. Miewam trzy takie stany w ciągu roku. Mogę przez dłuższy czas non stop czytać książki, oglądać filmy lub właśnie grać. Stałymi fazami są jedynie czytanie Biblii, rysowanie, pisanie i słuchanie muzyki. Najchętniej poezji śpiewanej. Granie już faktycznie mogłoby łaskawie dać mi spokój. Byłabym wdzięczna…

To środa. Zanim wyjdę na zajęcia powinnam tu nieco posprzątać. Z drugiej strony… jeszcze nie jest aż tak brudno… Po prostu otworzę okno i trochę tu przewietrzę. Wysiłek mniejszy, a efekt porównywalny. Wszelką energię władowałam w prace zaliczeniowe i śmiem twierdzić, że regularne wietrzenie mieszkania wystarczy. Jak dla mnie wiatr mógłby wywiać też kurz. Chętnie zapłaciłabym za taką usługę. Gdy główka dobrze pracuje, nikt się nie zaharuje ^^ Z cyklu Mądrości życiowe cioci Zalki Pandawskiej.

Biegnę na przystanek. Już nie wyrobiłam się na ten właściwy autobus. Jak pojadę następnym to spóźnię się jakieś pięć minut. Pokalkulujmy chwilkę. Jak spóźnię się pięć minut… to zostanie mi jeszcze dziesięć na odwiedzenie kibelka 😀 No i styknie.

Cicha i Blondi jednomyślnie twierdzą, że mi odbiło. Właściwie sama sobie jestem winna. Opowiedziałam im o tym facecie z USA, który wziął to wszystko ciepnął i zamieszkał w jaskini. Czytałam taki artykuł. Niezły gość. Żywi się na śmietniku. Oczywiście takim czystym, przy amerykańskim supermarkecie. Ponoć nasza cywilizacja wyrzuca dużo dobrych rzeczy. Jeszcze nieodpieczętowane jedzenie, całkiem porządne ubrania itp. On w tej swojej jaskini ma nawet bibliotekę pełną książek! 8| No co wy, LUDZIE? Książki też już wyrzucacie?!? No, gańba, po prostu gańba. Tak czy siak, to, że to opowiedziałam to jeszcze pół biedy. Nie musiałam dodawać, że też bym tak chciała… Pokalkulujmy chwilkę… Dziewczyny i tak będą mnie znosić, a mi i tak odbiło wiele lat temu… to już nic z tym nie róbmy ^^ Fajnie byłoby mieszkać w takiej jaskini. Mieć głęboko gdzieś: wyścig szczurów, nielubianą pracę, płacenie podatków i zwyczajną ludzką nieżyczliwość… Niestety ten pomysł odpada. Zbyt mocno kłóci się z biblijną zasadą troszczenia się o rodziców. Idealnym dzieckiem nie jestem. Czasem faktycznie mnie irytują. No, ale przecież nie zostawię ich na pastwę jakiejś… placówki. Oni się ze mną jakoś przemęczyli… Poza tym u nas nie ma tak czystych śmietników, a ja nie mam zadatków na Freegana… I z pewnością nie chcę mieszkać w USA.

Dzień piąty       ה jom chamiszi, 20 nisan, 5775.

Stoję przed lustrem i myję zęby. Ta dziewczyna po drugiej stronie czasem naprawdę mnie wkurza. Męczy i męczy. Tym razem przeszkadza jej źle przycięty kosmyk włosów. Truje mi żebym go wyrównała. Przecież obie wiemy, że jak to zrobię to coś schrzanię… no i schrzaniłam… teraz sterczy gorzej niż wcześniej. Jak ja pokażę się na uczelni… w takim stanie… Nie znoszę jej.

Kumpele robią rajd po psorkach. Jak plotują o innych studentach to protestuję. No, wiadomo, Biblia uczy by nie obgadywać[6] innych… ludzi. No, ale część profesorów to, jakby nie patrzeć, byty nadrzędne. Przynajmniej we własnym mniemaniu. Czy byt nadrzędny może zachować swoje człowieczeństwo? Być może podejmuje jakąś decyzję z tym związaną. Chętnie przyłączyłabym się do dyskusji… ale często coś mnie męczy po takich akcjach… Pewnie Matuszka wytrwale modli się i pości o swoją durną córkę co by biedną dziewuchę sumienie dręczyło jakby tylko coś złego zamyśliła w sercu swojem… Jakby tak to rozważyć… to granie też mi coś ostatnio średnio idzie :/ et tu, Brute, contra me?

Nie mam siły grać. Brzuch mnie boli. Chyba zjedzenie tej nadpsutej surówki nie było mądrym posunięciem. No, ale przecież nie wyrzucę. Tylu ludzi umiera z głodu. Kiedyś w seminarium NET’98 widziałam okładkę New York Times’a. Przedstawiała takie wychudzone, etiopskie dziecko. Jego wytrzeszczone oczka i wydęty brzuszek, prześladują mnie do dziś. No to leżę i zdycham. Z bólu. Herbata Cistus incanus postawi mnie na nogi… albo Gonseen. Ten drugi wariant droższy… to wybieram pierwszy.

Wciąż boli. Leżę i myślę… a myśl ludzka, wiadomo, jak mucha siada na wszystkim[7]. Z każdą grą jaką przeszłam miałam jakąś zagwozdkę ideologiczną. Zawsze coś wzbudzało moją czujność. Po latach mogę stwierdzić, że nie ma nauk, które ucierpiałyby, przez różnego rodzaju media, tak mocno, jak nauki chrześcijańskie. Coraz częściej mam wrażenie, że większość gier powstała po to by uzależnić i wychować nowe społeczeństwo. Niektóre, inwazyjne ideologicznie refleksje, wypływające z poszczególnych aspektów danej gry, mogą poważnie zaszkodzić młodemu, nieukształtowanemu w pełni, umysłowi. Ba! Mogą zaszkodzić również mnie. Właściwie umysł kształtuje się przez całe życie. Jednakże im młodszy tym łatwiejszy do nastrojenia na odpowiednie fale. Kiedy pomyślę o tym ilu rodziców kupuje swoim małym dzieciom gry, kompletnie nie zwracając uwagi na oznaczenia Pegi, to włosy stają mi dęba na głowie. Jaka będzie przyszłość naszego narodu? Taka jaką sobie wychowamy…

Dzień szósty       ו jom sziszi, 21 nisan, 5775.

Wulkanek gada. Jak zwykle o jednym. Jakby nie było, poza muzą, innych możliwości podjęcia „dyskursu kulturowego”… Jednakże w jej przypadku nie jest to męczące. Zna się dziewczyna na temacie :3 Śmieszka czasem wtrąci jej trzy grosze z jedną ze swoich żartobliwych teorii urealniających myśli niedookreślone xD Czyli Wulkanek, dajmy na to, chlapie sobie na temat ostatniego koncertu, bazując głównie na inteligentnych niedomówieniach, a Śmieszka, w odpowiednich chwilach, dowcipnie ubiera w słowa owe niedomówienia. Cicha jak zawsze czyta książkę… kompletnie randomową i absolutnie niewymaganą na zajęciach. Blondi gra na tablecie i co jakiś czas zagaduje do mnie bądź przeszkadza Cichej w czytaniu. Stoję sobie i ze spokojem podziwiam ten bałagan. Zastanawiam się. Po co wredny los wymyślił bezproduktywne okienka? Na coś konkretnego czasu nie styknie. Chcesz w spokoju przesiedzieć? Wyjdzie, że masz owego czasu w nadmiarze. Potem człowiek wraca do domu tak zmęczony jakby zwiózł kilka furmanek drewna z lasu. Czuje się jak bohater wojenny, choć nie zrobił niczego szczególnego. Po prostu siedział na zajęciach, lub czekał na zajęcia. That’s all…

Wróciłam. Nie „na mieszkanie”. Do domu. Matuszka powitała mnie radosnym: ooo te krzaki musisz mi zrobić!!! Czyli okres po sobotni mam już zorganizowany. To dobrze. Obawiałam się, że sczeznę w bezczynności xD Zanim zabiorę się za porządki muszę chwilkę odsapnąć.

Nic mi się nie chce. Może zajrzę na funfiction.net :3 Niby nic szczególnego (złote promienie słońca i perliste łzy… jakbym siebie czytała xD), ale Amerykanie i tak mają lepsze opowiadania od Polaków. Na ich stronach częściej trafiam na prawdziwe perełki. Może to dlatego, że mają zdecydowanie łatwiejszy dostęp do zajęć z kreatywnego pisania. Mimo, że moja specyficzna znajomość angielskiego niemal całkowicie uniemożliwia mi komunikację w tym języku to w jakiś dziwny sposób zezwala mi na czytanie w nim. Czasem potrzebuję słownika, nie zrozumiem jakiegoś kontekstu kulturowego, ale jakoś idzie. Muszę przyznać, że, wstawiane tam opowiadania są swoistym studium psychologicznym nad naszą cywilizacją. Zazwyczaj wybieram prace trudniejsze tematycznie. Zawierające aktualne problemy społeczne, bądź nawiązania do trudności psychicznych, a nawet różnych dewiacji. Ciekawi mnie co może siedzieć w umysłach ludzi, którzy piszą takie rzeczy. Odnoszę wrażenie, że Martin Luther King miał rację: Mamy pociski samonaprowadzające i kompletnie zabłąkanych ludzi. To był XX wiek. Teraz jest XXI. Wciąż ciężko nie być zagubionym.

Sprzątam. Zaraz rozpocznie się Szabas. Muszę jeszcze zdążyć umyć się i przebrać. Głupio przyjmować gościa będąc nieprzygotowanym. Jeżeli tym gościem jest Bóg, to już totalna gafa.

Dzień siódmy       jom szabat, 22 nisan, 5775.

     Pamiętaj abyś dzień sobotni święcił. Sześć dni robić będziesz i będziesz wykonywał wszystkie roboty twoje; ale dnia siódmego sabat Pana, Boga Twego, jest: nie będziesz wykonywał weń żadnej roboty, ty i syn twój, i córka twoja, sługa twój i służebnica twoja, bydlę twoje i gość, który jest między bramami twymi. Przez sześć dni bowiem uczynił Pan niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest, a odpoczął dnia siódmego; i dlatego pobłogosławił Pan dniowi sobotniemu i poświęcił go[8].

Wiosenne słońce. Rześkie powietrze. Mam radochę. Spacer z rodzicami po lesie zawsze sprawia mi przyjemność. Oczywiście po powrocie z nabożeństwa. Rozmawiamy. Matuszka twierdzi, że powinnam naumieć się więcej fragmentów Pisma św. Uważa, że dwa psalmy, 53 rozdział Izajasza i kilka wersetów to trochę gańba w tym wieku… Pewnie ma rację. Uspokajam ją, że po studiach coś z tym zrobię. No… nie dała się przekonać. W odpowiednim czasie wspomni na tę obietnicę. To jest dobra chwila, żeby zwierzać się i takie tam. Wykorzystuję okazję, choć i tak znam odpowiedź na każdą trudność. Matuszka mówi, że naszym jedynym orężem jest modlitwa. I dobrze. Innego bym nie dźwignęła. Mam słabe ręce. Nogi są silniejsze. Pewnie od tych spacerów 😀

Istnieją stałe i niezmienne wartości. Oczywiście trzeba trochę pogrzebać żeby je odnaleźć. Nie leżą sobie, ot tak, na ziemi. Biblijna zasada brzmi: Szukaj, a znajdziesz. No to szukam. Nie w jednym źródle, lecz w kilku. Studiując Pismo Święte sięgam po kilka przekładów. Najchętniej po warszawski, gdański i brzeski. Jak uda mi się kiedyś dorwać kogoś kto dobrze radzi sobie ze staroangielskim to będę przeszczęśliwa. Bardzo cenię Old King James version. Piękne tłumaczenie. Niestety nie radzę sobie z nim samodzielnie. Z polskich przekładów za najwierniejsze uznaję Biblię Gdańską i Brzeską. W tej pierwszej denerwują mnie niedociągnięcia w tłumaczeniu m.in. dekalogu, ale mimo to jest to jeden z nielicznych przekładów, w których nie usunięto pewnych części oryginalnego tekstu, takich jak, m.in. fragmenty piątego rozdziału z I listu Jana. Mamy w domu dwie Biblie Gdańskie. Jedną kupił Papieńka. Drugą ja. Weszłam do pewnego słynnego, kieleckiego antykwariatu i zapytałam, czy mają BG. Koniecznie chciałam mieć własną. Powiedzieli, że niestety nie. Chciałam już wyjść, ale coś mnie tknęło i poprosiłam, żeby zaprowadzili mnie na dział z Bibliami. Zrobili to. Patrzę, patrzę… a tu na półeczce leży i ze stoickim spokojem czeka aż ją kupię xD Wybuliłam pięć dych, pokazałam im jak rozpoznać ten przekład, a po wyjściu zadzwoniłam do rodziców z radosną nowiną. Siłą rzeczy odczuwam słabość do BG. Brzeskie tłumaczenie jest kompatybilne z powyższym, choć używa piękniejszej, przede wszystkim starszej polszczyzny. Z kolei Warszawka charakteryzuje się wygodnym, współczesnym językiem i licznymi brakami w stosunku do oryginału. Dobrze korzystać z nich jednocześnie ^^ Samodzielne i rodzinne studium Pisma Świętego i chrześcijańskich książek wypełnia czas Szabasu w każdym adwentystycznym domu.

Słońce powoli zachodzi. Łapię ostatnie chwile wytchnienia i spokojnej refleksji. Świat zmienił się nie do poznania po jedenastym września 2001 roku. Ameryka została policjantem świata. Prawdziwa wolność, gwarantowana konstytucją, niemal całkowicie wyparowała. Ludzie są bardziej zestresowani i przemęczeni. Wykańcza ich szum zniewolonych mediów, przepracowanie i pogoń za wszystkim co jest dla nich ważne. Kiedy tak o tym myślę, wstyd mi, że jestem w stanie robić tak wiele nieistotnych głupstw. To, że dostrzegam cierpienie ludzi i zwierząt, to, że odpowiednio na nie reaguję… nie czyni ze mnie dobrego człowieka. To Bóg porusza serca. Wszelkie dobro pochodzi więc od Niego. Może nadeszła już pora by z pewnych rzeczy wyrosnąć? Dzisiaj. Bo jutro nigdy nie nastąpi.

[1] TES V Skyrim – fabularna gra akcji z otwartym światem, stworzona przez studio Bethesda w 2011 r.

[2] II Mojż. 20,12. Biblijnie jest to piąte przykazanie. Powodem tego przesunięcia są zmiany, które zostały wprowadzone do dekalogu m.in. podczas soboru w Nicei (787 r.) wówczas całkowicie usunięto II biblijne przykazanie, a X przedzielono na pół.

[3] Rzym. 3,24; 11,6; Gal. 5,4.

[4] Mat. 7,20.

[5] Mat. 3,10; 7,16-20; Mar. 4,28; Łuk. 3,8; Efez. 5,9.

[6] Przyp. 20,19; Jak. 4. 11-12.

[7] Myśl Maryli Wolskiej – młodopolskiej poetki tworzącej pod pseudonimem Iwo Płomieńczyk.

[8] Biblia ks. Jakuba Wujka, II Mojż. 20, 8-11.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.